ZBIGNIEW LUBICZ – MISZEWSKI

Zbigniew Lubicz – Miszewski urodził się 14 kwietnia 1945 r. we Lwowie. W 1964 r. uzyskał maturę w Liceum Ogólnokształcącym w Trzebnicy, zaś w 1969 r. dyplom magistra sztuki (studia ukończone z wynikiem bardzo dobrym, z wyróżnieniem) na Wydziale Malarstwa i Grafiki w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych (obecnie Akademia Sztuk Pięknych) we Wrocławiu. W pracy zawodowej artysty można wyróżnić kilka etapów: w latach 1969-1970 pracował jako plastyk w Powiatowym Domu Kultury w Trzebnicy, w od 1970 do 1971 roku, również jako plastyk, w Domu Związków Twórczych we Wrocławiu, od 1971 do 1973 roku pracuje z kolei jako konserwator zabytków w stopniu starszego asystenta konserwatora dział sztuki przy Panoramie Racławickiej w Pracowni Konserwacji Zabytków we Wrocławiu; w latach 1972 – 1991 pracuje jako dekorator w PSS „Społem” o/Północ we Wrocławiu. W 1991 roku zakłada własną firmę „Lumix” specjalizująca się w reklamie.

Zbigniew Lubicz – Miszewski od 1992 do 2002 r. pracował społecznie jako kustosz Muzeum Regionalnego w Trzebnicy. Od 1 kwietnia 2002 r. zatrudniony jest w Towarzystwie Miłośników Ziemi Trzebnickiej jako kustosz Muzeum Regionalnego. Stale współpracuje z instytucjami kulturalnym i z Sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy, działa na rzecz promocji, kultury i sztuki w Trzebnicy, uczestniczy w wielu wystawach krajowych i zagranicznych. Szczególnym rozdziałem jego pracy artystycznej jest ekslibris. Wykonał ich ponad 300, większość w technice linorytu. Artysta jest współorganizatorem wystaw organizowanych w ramach Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej, współorganizatorem z ramienia Towarzystwa Miłośników Ziemi Trzebnickiej – Trzebnickiego Święta Sadów. Spełnia się także jako autor artykułów z zakresu historii sztuki i kultury, współpracując przy redakcji rocznika Towarzystwa Miłośników Ziemi Trzebnickiej „Brzask” jako grafik i autor tekstów. Od przełomu 2003 i 2004 roku współpracuje z tygodnikiem NOW-a redagując z Wojciechem Kowalskim TAK – „Trzebnickie Aktualności Kulturalne”. Jest wieloletnim członkiem Zarządu Towarzystwa Miłośników Ziemi Trzebnickiej, od 2007 r. jego prezesem. Od 1994 r. współpracuje również przy organizacji poszczególnych edycji Międzynarodowego Festiwalu Muzyki Kameralnej i Organowej w Trzebnicy.

Publikacje pióra Zbigniewa Lubicz – Miszewskiego:

Ekslibrisy trzebnickie” – wiersze i ekslibrisy,

Duchem skrzydła Ojczyzny rozwinę” (ekslibrisy oraz teksty Juliusza Słowackiego),

Rozgwiazdy słowa” (o wierszach i wycinankach ojca).

Jest współorganizatorem wystaw organizowanych i Trzebnickiego Święta Sadów: „Kręgi” (1993 r.), „Kalejdoskop Art.” (1994 r.), i w ramach Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej: „Kult św. Jadwigi.” (1993 r.), „Papież Pielgrzym.” (1995 r.), „Ks. Dziekan Wawrzyniec Bochenek – dokumenty i fotografie.” (1996 r.), „Święta Jadwiga – życie i kult.” (1997 r.), „Kult św. Jadwigi – Kościoły pod wezwaniem św. Jadwigi na świecie.” (2000 r.), „Książę Henryk Brodaty w dokumentach – 800-lecie rozpoczęcia rządów.” (2001 r.), „800. rocznica klasztoru cysterek w Trzebnicy” – oryginalne dokumenty związane z fundacją klasztoru – (2002 r.), „Dwudziestopięciolecie pontyfikatu Jana Pawła II  –  1978 – 2003”– 2003 r., „780 – lecie nadania praw miejskich Trzebnicy na prawie polskim przez księcia Henryka Brodatego (1 maja 1224 r.)” – Trzebnica: dokumenty – fotografie – 2004 r., „Bulle papieskie, dokumenty Kurii Rzymskiej dotyczące Śląska” – 2005, „Skarby Ziemi Trzebnickiej”: grafiki, ekslibrisy – Zbigniewa Lubicz–Miszewskiego, medale, płaskorzeźby, statuetki, malarstwo – Lucyny Lubicz–Miszewskiej, rzeźba sakralna – Krzysztofa Lewczaka. – 2006 r.

Również w 2006 r. zrealizował dwie wystawy – w Muzeum Regionalnym w Trzebnicy – prezentował „Skarby Ziemi Trzebnickiej” – z okazji 300-lecia śmierci M.L.Ł Willmanna – wystawę zdjęć 22 obrazów z bazyliki, pokazał tumbę grobową feldmarszalka hrabiego Melchiora von Hatzfeldta w Prusicach (zdjęcia), Małe Muzeum Ludowe u Kowalskich w Marcinowie (zdjęcia) oraz kolejne publikacje rocznika TMZT – „Brzask”, monografię Trzebnicy, tomiki wierszy, mapy i plany, przewodniki. W Trzebnickim Zespole Kultury – w 2006 r. zorganizował wystawę „Skarby Ziemi Trzebnickiej” – „120 lat kolejki normalnotorowej”, „Ziemia Trzebnicka w malarstwie rysunku, grafice, fotografii i wierszach”, (prezentowane tam były również prace graficzne Zbigniewa Lubicz – Miszewskiego). W 2007 r. prezentował w Muzeum Kultu św. Jadwigi wystawę „Duża Ścieżki Św. Jadwigi Śląskiej” i „Odzyskane skarby – dzieła sztuki i dokumenty.” W Trzebnickim Zespole Kultury zorganizował wystawę fotografii Marcina Mazurkiewicza „Trzebnica znana i nieznana”, a w Muzeum Regionalny wystawę „Międzynarodowe Sanktuarium św. Jadwigi Śląskiej.” W 2008 r. przygotował wystawę w Muzeum Kultu św. Jadwigi: „Dokumenty z XIII w. dotyczące Trzebnicy”

Ważniejsze wystawy:

1971 – III Triennale Rysunku, Wrocław.

1972 – Wystawa grafiki okręgu wrocławskiego, Wrocław.

1973 – Wystawa Grafiki Galeria MDM, Warszawa.

1973 – Wystawa Młodych, Wrocław.

1976 – Grafika wrocławska, Warszawa.

1979 – Wystawa rysunku (indywidualna) Galeria Jatki, Wrocław.

1980 – Ekslibris Wrocławski, Wrocław.

         – Wystawa grafiki wrocławskiej, Wrocław.

1981 – Wystawa rysunku i ekslibrisów (indywidualna), Trzebnica.

1982 –  XIX International Ex Libris Congress, Oxford.

1983 – Esito Congresso Per un Ex  Libris Del Cenrenario Di Pinocchio 1883    1983.

         – Dar dla Papieża (wystawa), Wrocław.

         –  L`abre Dans L`exlibris, Nancy.

         – Interexlibris `83 Internationale Exlibrisudstilling i Fredrikshavn.

1984 – Biennale Ekslibrisu Współczesnego, Malbork.

         – XX Międzynarodowy Kongres Ekslibrisu, Weimar.

         –  Ekslibrisy (wystawa indywidualna), Wrocław.

1985 – Okręgowa wystawa Plastyki, Wrocław.

1986 – XI Biennale Ekslibrisu Współczesnego, Malbork.

         –  Interexlibris, Frederikshavn.

1986/7 – Dürer im Exlibris, Frederikshavn.

1988 – Ręka i Narzędzie, Francja.

         – Wystawa miniatur, Toronto.

         – Okręgowa Wystawa Plastyki, Wrocław.

         – Motyw religijny w ekslibrisie polskim Muzeum Archidiecezjalne, Wrocław.

1989 – Wystawa indywidualna Muzeum Archidiecezjalne, Wrocław.

1990 – „Dedykacje”. Medale i Plakiety, Lucyna Lubicz – Miszewska, Grafika, Zbigniew Lubicz – Miszewski, Wrocław – Medale i Plakiety, Lucyna Lubicz – Miszewska, Grafika, Zbigniew Lubicz – Miszewski, Trzebnica

1992 – Wystawa malarstwa kosmicznego, Wrocław.

1993 – „Kręgi”, Trzebnica.

1994 – „Kalejdoskop – Art.”, Trzebnica.

           „Droga do niepodległości”, Poznań.

1997 – Motywy sakralne w ekslibrisie, Trzebnica.

1998 – Grafika i poezja. Lucyna Lubicz – Miszewska, Foto – grafiki, Zbigniew Lubicz – Miszewski, Grafiki, ilustracje, ekslibrisy, druki okolicznościowe.

KOMENTARZE

            „W swych pracach Zbigniew Lubicz – Miszewski jest daleki od fabularyzowania. Jego dzieła wyróżniają się fascynującymi, efektownymi kontrastami bieli i czerni, i zmuszają widza do aktywnego uczestnictwa w odbiorze dzieła sztuki. Jest zdumiewające jak wiele stworzył ten artysta w przeciągu niewielu lat, przy czym mówiąc o ekslibrisach Miszewskiego mamy na myśli sztukę małych form, w najlepszym znaczeniu tego słowa. Bardzo interesującym okazać się może śledzenie dalszego rozwoju tego artysty.”

                                           Klaus Rödel, Nordisk Exlibris Tidssrift, 1985, 1/157

            „Ekslibrisy Miszewskiego to wspaniała galeria osobowości właścicieli znaków książkowych. Są tu portrety dosłowne (zawsze doskonale trafione) i symboliczne, zawierające cały rejestr zainteresowań, cech osobowych, związków rodzinnych i uczuciowych. Równie bogato przedstawiają się środki treściowo – formalne, którymi posługuje się autor. Mamy tu bowiem i skrótowość znaku graficznego (nagrodzony na międzynarodowym konkursie ekslibris klasztoru Benedyktynów w Lubiniu) i rozbudowanie narracji układającej się w rodzaj małej, zazwyczaj pełnej ruchu i humoru ilustracji. Wiele z tych prac w sposób niezamierzony staje się swoistym portretem czasu naszego wydobywania się z niewoli oraz ludzi, którzy w ten czas byli zanurzeni. Jest to graficznie sformułowane świadectwo naszej wiary, nadziei i miłości, które były i są w nas,

            Zbigniew Lubicz – Miszewski jest grafikiem, który od 1981 roku tworzy ekslibrisy. Ma on w swoim dorobku 300 ekslibrisów – znaków książkowych, które przeważnie trafnie charakteryzują zainteresowania i psychikę osoby, dla której były wykonane. Po wydaniu w 1994 roku „Ekslibrisów Trzebnickich” książeczki, w której ekslibrisom towarzyszą wiersze poetów, chętnie „dopełnia” grafiki krótkimi tekstami poetyckimi tworząc autorskie „całostki” (tak jak na przykład „ex libris Barbary i Piotra Kołodziejczyków”, w którym sam znak i tekst poetycki – komentarz – tworzą nierozerwalną całość) Na wystawach organizowanych przez niego czasem obrazowi towarzyszy słowo, dźwięk (specjalnie skomponowane kompozycje muzyczne). Wystawę „Papież Pielgrzym” oglądać ożna było przy specjalnie skomponowanym utworze muzycznym Zbigniewa Karneckiego). Dużo grafik Lubicz – Mszewskiego to prace o tematyce patriotycznej i religijnej. Czym dla niego powinny być prace graficzne? – „T poematy płomienne, traktaty moralne, wyznania wiary nadziei i miłości, raporty o stanie Rzeczypospolitej, katechizmy patriotyzmu, tablice przykazań, wektory solidarności, drogowskazy wolności, czułe sejsmografy, rachunki sumienia z historii najnowszej, pieczęcie duchowe, prywatne nagrody Nobla, modlitwy za Ojczyznę, lampki oliwne, żywe symbole, płaskorzeźby wolności…”, (z wiersza: „Płomienie, Kolce, Kwiaty”).

            Jakby dla przeciwwagi Zbigniew Lubicz–Miszewski wykonuje dużo projektów graficznych, druków ulotnych, okolicznościowych, bibliofilskich, pełnych humoru i dowcipu – zaproszeń, kalendarzy, pocztówek, dyplomów, laurek, życzeń.                                 

                                                                                                            Andrzej Werulski, 1998 r.

            Trudno się oprzeć wrażeniu, że w tych dążeniach szedł śladami Ojca, twórcy zwięzłych, aforystycznych wierszy i „prostych” wycinanek. Na pewno atmosfera domu rodzinnego była równie ważna w ukształtowaniu wrażliwości młodego artysty, jak pracownie malarskie uczelni, w której studiował.

            Miniaturowe grafiki Zbigniewa Lubicz – Miszewskiego są zapisem artystycznie dojrzałym i samodzielnym. Każdy kontakt z nimi dostarcza nowych wzruszeń. Stykając się z nimi obcujemy z kosmosem baśniowych zjaw i przewidzeń, a także odrealnionych postaci ludzi i zwierząt. W mrocznych przestrzeniach pojawiają się twarze portretowanych osób, widziadła senne, magiczne znaki i symbole, a także przedmioty o zagadkowym znaczeniu. Każda grafika, z cyklu „Z księgi żywiołów”, ujawnia nowe fragmenty tajemniczej, metafizycznej przestrzeni.

            Treści patriotyczne i religijne. One są najważniejszym źródłem inspiracji artystycznych ostatnich lat. Żywioły i przestrzenie, kosmiczne związki człowieka z ziemią, granice czasu, wiele prac z tego cyklu ujawnia nowe inspiracje i kierunki obecnych poszukiwań trzebnickiego artysty. Jestem pod wrażeniem jego dorobku artystycznego.”

Jerzy Bogdan Kos, 1992 r.

            Tekst w druku okolicznościowym do wystawy: „Dedykacje” – Lucyna Lubicz Miszewska – medale i plakiety, Zbigniew Lubicz – Miszewski – grafika. Wrocławskie Towarzystwo Przyjaciół Sztuk Pięknych, Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna we Wrocławiu, 20 czerwca 1990 r. Wrocław, Rynek 58.:

            Twórczość jest wyznaniem filozofii życiowej ujętym w rygory właściwe uprawianej dyscyplinie.

            Twórczość jest rozmową człowieka z człowiekiem, choć sam akt twórczy jest przecież rozmową artysty z jego własnym wnętrzem.

            Twórczość musi być zgodna z powołaniem i talentem artysty (jeśli ma być uczciwa). I to jest jej wielkość sama w sobie, bo weryfikacji wielkości powołania i ta­lentu dokonać mogą chyba jedynie czas i sytuacja, gdyż człowiek nie wynalazł jeszcze (na szczęście) odpowied­nich jednostek jej miary i wagi.

            Ta garść refleksji nasunęła mi się w zetknięciu z grafiką Zbigniewa Lubicz –Miszewskiego, bo znalazłem w niej te właśnie wartości, co stwierdzam z tym większą satysfak­cją, że bardzo lubię obcować z jego sztuką.

            Powierzchownie patrząc na nasze ostatnie dziesięć lat można by uznać, że dziejowe sytuacje ułatwiały temu artyście określenie swego powołania, dając mu okazję do korzystania ze swego talentu szybkiej riposty – zawsze z pozycji prawdy. Jego szybkość reakcji oraz czytelność stosowanych znaków, symboli i treści to walory, które były niezbędne dla naszego morale w owym czasie. Tych wartości wymagaliśmy wtedy od wszystkich twórców, któ­rzy stanęli po tej samej, co i on stronie. Mieczysław Ra­dojewski (kierownik działu grafiki wrocławskiego „Ossolineum”)wspominając czas swojego internowania mówi o radości, jakiej doznał, gdy otrzymał w celi ekslibris ze swoim nazwiskiem – piękny kwiat roztapiający blaskiem stalowe kraty. Było to dzieło właśnie Miszewskiego. Tę chwilę M. Radojewski zaliczył do najbardziej wzruszają­cych i pięknych w swoim życiu. Nie wiem czy wielu artystów ma taką kartę w swoim życiorysie i czy nie jest ona cenniejsza niż najpiękniejsze nawet recenzje kryty­ków sztuki. Dzisiaj – owe grafiki – pozostając dziełem, stały się równocześnie dokumentem.

            Bywa jednak tak, że zdolność szybkiego reagowania na sytuację staje się klęską twórcy. Dzieje się tak, gdy określone zjawiska – bodźce kończą swój żywot. Może powstać próżnia w inwencji zabójcza dla każdej twór­czości. Miszewskiego broni przed tym stanem jego filozo­fia życiowa oparta na filarach: filozofii życzliwości oraz metafizyce. Dzięki obu wartościom porusza się on swo­bodnie tak po obszarze grafiki czystej, jak okolicznościo­wej i ekslibrisu, dominującego ostatnio w jego twórczości. Ekslibris Miszewskiego to wspaniała galeria osobowości właścicieli znaków książkowych. Są tu portrety dosłowne (zawsze doskonale trafione) i symboliczne, zawierające cały rejestr zainteresowań, cech osobowych, związków rodzinnych i uczuciowych. Równie bogate przedstawiają się środki treściowo – formalne, którymi posługuje się au­tor. Mamy tu, bowiem i skrótowość znaku graficznego (nagrodzony na Międzynarodowym Konkursie Ekslibris Klasztoru Benedyktów w Lubiniu) i rozbudowanie nar­racji układającej się w rodzaj małej, zazwyczaj pełnej ruchu i humoru ilustracji.

            Prace te – w sposób niezamierzony – stają się swo­istym portretem czasu naszego wydobywania się z nie­woli oraz ludzi, którzy w ten czas byli zanurzeni. Jest to graficzne sformułowane świadectwo naszej wiary, nadziei i miłości, które były i są w nas, mimo zmagań i cierpień – które też tu zostały odnotowane.

            Cała ta twórczość to dzieło ujęte w rygory graficzne o czystym, zdecydowanym cięciu, często posługujące się rytmem jako środkiem wyrazu duchowego i estetycznego (formalnego). Czuje się ono dobrze zarówno w biblio­filskiej tece jak i na ścianie u tych, którzy szukają czegoś więcej niż powierzchownego piękna. Zaś ów życz­liwy humor (będący cechą samego autora) zabarwiający większość jego prac nadaje dodatkowo osobistej tonacji tej interesującej, wyraźnie określonej twórczości.”

                                                 Janusz Halicki, Wrocław, 1990.

ZBYSZKA RYTY

 

            Grafika. Są tacy, dla których ta dyscyplina daje najwięcej przeżyć i uniesień, jakie może dać sztuka. I wśród twórców i wśród odbiorców.

            Ileż to już lat właśnie grafika niesie swoje fluidy, każące pieczołowicie przechowywać skądinąd stare kawałki papieru. Te pierwsze, może lepiej napisać – chyba te pierwsze, drzeworyty. Wycinane dłutem w kawałku gładkiego drewna. Drewno łatwo ponacinać wzorami. Ale łatwość nakłada dyscyplinę, by rzecz nie wydawała się łatwizną. Trudniej wzór wyryć w miedzi. Ale subtelności, jakie można osiągnąć wynagradzają trud przygotowania płyty. Niegdyś drogiej. Albo te najrzadsze. Odbitki wybitnych złotników, którzy wzór w przedmiocie złotym dla pamiątki przenosili tak jak w technikach graficznych, farbą drukarską na papier.

            Drewno, miedź, złoto. Też linoleum, kamień, szkło. I efekt odbity na papierze: I patrząc znawca powie: to miedzioryt, dość biegły. Albo: bardzo piękny, zwiewny drzeworyt. Ale może powiedzieć inaczej. Wypowie nazwisko artysty. Nie wymieni techniki, tylko nazwisko artysty, tak jakby grafika w artyście była wyryta. I wtedy, gdy stanowi odbitkę nie z miedzi, drewna czy złota, ale z osobowości grafika, cieszymy się najbardziej. Dopiero później rozpoznajemy, jaka to technika.

            Więc patrzę na dzieła Zbigniewa Lubicz – Miszewskiego. Bezbłędnie je poznaję. To są linoryty. Przypominają mi się chwile, kiedy je widziałem po raz pierwszy. Bo wiele z nich było odpowiedzią na konkretną chwilę i po zetknięciu się z nimi zdawałem sobie sprawę, że były one jakby plastycznym uzupełnieniem moich przemyśleń i moich wyobrażeń o sprawach bolesnych, wzniosłych, o patriotycznych nadziejach, gdy upiory czerwonej nocy były obudzone. I mogłem je widzieć zanim wielu pozbierało o jakimś wydarzeniu myśli. Podobne działanie wykonywali inni plastycy. Ale podobieństwo było pozorne. Oto jest wiele prac obliczonych na poklask, na zysk najczęściej wykonywanych, podejrzewam przed spodziewanym wydarzeniem, by zdążyć, by najczęściej móc je sprzedać. Przed rocznicą porozumień sierpniowych wypadającą na stan wojenny, sprytny plastyk robi pracę z wykorzystaniem patriotyczno – martyrologicznych rekwizytów. I są gotowe już w czasie wielkiej demonstracji, lecz są „chłodne”, nie niosą w sobie tego powiewu tak wyczekiwanej wolności. Kto inny natomiast, głęboko poruszony, wie, że musi jakąś pracę temu poświęcić, ale wydarzenie następuje za wydarzeniem i pozostają chęci. A prace Miszewskiego trafiają do tych, z którymi chce się swoimi odczuciami podzielić, jak listem wysłanym zaraz nazajutrz po wydarzeniu. Gdyby powstały tydzień, miesiąc, czy dzień nawet później, były by inne. Może nawet lepsze. Ale czy bym je wolał? Pozbawione byłyby walorów rangi świadectwa i pamiątki narodowej.

            Motywy Orła i Krzyża powtarzają się w nich bardzo często. Popatrzmy na te prace i zwróćmy uwagę, jak przesłanie niosą te symbole. Jak dużo treści niesie korona na orle, przyjmująca w poszczególnych pracach różne formy. I Krzyż, który nigdy nie jest symbolem beznadziejności i klęski, nie jest pocieszeniem dla kolejny raz upadłych pod brzemieniem przemocy. To znak PEWNOŚCI!

            Zwyczaj sygnowania przez artystę prac graficznych rokiem powstania dzieła w tym wypadku chciałoby się uzupełnić datą dzienną (a może nocną). Przychodzą na myśl grafiki, które w czasie ożywienia narodowego, przed powstaniem styczniowym pojawiły się w Warszawie i towarzyszyły demonstracjom religijno – patriotycznym. Dzisiaj grafiki takie są w zbiorach muzeów a profilu historycznym, mimo, że często mają nie­zaprzeczalny walor artystyczny.

            Tamte czasy od dzisiejszych różni między innymi wrażliwość ikonograficzna. By nie było nieporozumień – niegdyś znacznie większa niż dziś. Linoryty Miszewskiego o treści patriotycznej nie odegrały takiej roli społecznej, jak te z XIX wieku. Dziś wystarczy znak Polski Walczącej, wymalowany na ścianie. Ale znalazły oddźwięk. Przyniosły płomień biało – czerwony w czerwonej nocy tym, dla których dzieło zaangażowane artysty jest czymś więcej niż brawura wyrostka malującego napis „Solidarność żyje” na milicyjnym samochodzie. I w wielu domach linoryty Miszewskiego wiszą na ścianach, wielu taki linoryt chciałoby mieć.

            Teraz, gdy warunki zmieniły się, linoryty te stanowią swoisty notatnik artysty –patrioty. Może na podstawie tych notatek powstanie cykl grafik „Gdy idea tryumfuje nad rozsądkiem”? … Dla uczczenia pamięci ofiar, a ku wiecznej hańbie sprawców? Nie wiem. Jeśli nie, to nie martwię się o dalszą drogę tego artysty. Bo sięgał on do tematyki patriotycznej nie z chęci zdobycia taniego poklasku, lecz z głębokiej, wewnętrznej potrzeby. Na pewno jego prace znajdą miejsce w dziejach końca nieludzkiego systemu w Polsce.

Jerzy Zarawski, Wrocław, 1990.

„PAMIĘĆ I UCZESTNICTWO”

 

            Czy etos solidarnościowy jest dziś nadal aktualny?

            Dziś, naród jest uśpiony, jest w hibernacji, poza papieżem Janem Pawłem II i ś. p. ks. Jerzym Popiełuszko, nie ma autorytetów, busoli moralnych, i bodźców, ogarnia nas szarość, beznadzieja, brak perspektyw, rozmyta jest moralna busola, zamiera poczucie patriotyzmu, odpowiedzialności za Ojczyznę. Młodzi opuszczają Polskę w poszukiwaniu pracy.

            Wielki przełom, nastąpił wtedy, gdy nastąpiła wyraźna polaryzacja samoświadomości narodowej, skończyła się inercja, sen zimowy. Instynkt samozachowawczy Narodu, eksplodował z przemożną siłą, wielki zryw społeczny spowodował to, że „Solidarność” wylała jak powódź, zmiotła jak lawina, całe odium totalitaryzmu. Okazuje się, że wrodzony instynkt, który nagle polaryzuje całą ławicę ryb i wyznacza właściwy kierunek gromadzie ptaków, może podporządkować zbiorowość jednemu koniecznemu impulsowi.

            Są przełomowe momenty w życiu Narodu, (rysują one sinusoidę), utajona rzeka budzi się nagle z odrętwienia i marazmu, z nocy zniewolenia, rzeka, która zamierała, płynęła węższym nurtem, zmienia koryto, płynie (ale wciąż płynie!) podziemnym nurtem, w pewnym momencie zasilona strumykami, dorzeczami, wypływa nagle na powierzchnię by oczyścić, ożywić całe połacie zaniedbanej, jałowej ziemi, porywając za sobą wszystkich i mobilizując do odnowy, do odrodzenia.

            Nie potrafiliśmy jednak zagospodarować tego wielkiego obszaru wywalczonej wolności. Iskra, która wyszła z Polski i rozpaliła całą wschodnia Europę, tli się coraz słabszym blaskiem.

            Od nas, czeladników kultury, strażników świętego ognia, zależy czy on jeszcze się rozpłomieni i rozpali nasze serca. Naszym świętym obowiązkiem jest przekazanie tego płomienia następnym pokoleniom…

Zbigniew Lubicz–Miszewski

            Zbigniew Lubicz – Miszewski artysta plastyk, kustosz. NF.: Muzeum Regionalne w Trzebnicy. DZ.: stała współpraca z instytucjami kulturalnymi i z Sanktuarium św. Jadwigi w Trzebnicy, działalność na rzecz promocji, kultury i sztuki w Trzebnicy. AP.: 55-100 Trzebnica, ul. Obrońców Pokoju 6/3. DU.: Lwów, 14.04.1945. M.: Lucyna Lubicz­ – Miszewska z d. Jakubowska, artysta plastyk. D.: Kamil (1972), Beata (1977), Karol (1982). R.:Mieczysław, farmaceuta, plastyk, poeta i Danuta z d. Sawicka, farmaceutka. ZP.: pradziadek Mieczysław, uczestnik powstania styczniowego, dowódca kosynierów, w bitwie pod Jaworznem 24 IV 1864 ranny w nogę, wzięty do niewoli moskiewskiej, skazany na rozstrzelanie, staraniem Rządu Narodowego cudem ocalony. W.: 1962 r. matura w LO w Trzebnicy, 1969 dyplom na Wydz. Malarstwa i Grafiki PWSSP we Wrocławiu. K.: 1969-70 konserwator zabytków przy Panoramie Racławickiej we Wrocławiu, plastyk w Domu Związków Twórczych we Wrocławiu, 1972-91 dekorator w PSS Społem Oddział Północ, 1991 założenie własnej firmy „Lumix”, od 1992 kustosz Muzeum Regionalnego w Trzebnicy. SO.: uczestnik wielu wystaw krajowych i zagranicznych, Wykonanie ponad 300 ekslibrisów (większość – linoryty), współorganizator wystaw organizowanych w ramach Tygodnia Kultury Chrześcijańskiej, współorganizator Trzebnickiego Święta Sadów. P.: autor licznych artykułów z zakresu historii sztuki, kultury, współpracuje przy redakcji rocznika TMZT „Brzask”; dzieła: „Ekslibrisy trzebnickie” (wiersze i ekslibrisy), „Duchem skrzydła ojczyzny rozwinę…” (ekslibrisy i teksty Juliusza Słowackiego), „Rozgwiazdy słowa” (o wierszach i wycinankach ojca); 2003/04 współpraca z tygodnikiem NOW-a – ­redakcja Trzebnickich Aktualności Kulturalnych. Cz.: Prezes Tow. Miłośników Ziemi Trzebnickiej. H.: ekslibris, filozofia, literatura, historia, sztuka.

Who is Who w Polsce, IV wydanie, 2004

 

 O EKSLIBRISIE, ZNAKU GRAFICZNYM I ROCZNICY „SOLIDARNOŚCI”

             Od zarania cywilizacji człowiek w znaku chciał zawrzeć to, co najważniejsze: magię, zaklęcia, uczucia, treści, liczby, słowa. Fascynacja rzeczywistością, konieczność nazwania i opisania rzeczywistości „kodowały” w znakach i rysunkach otaczającą nas rzeczywistość. Znamy stwierdzenie filozofów „to, co nienazwane, nie narysowane, nieopisane – nie istnieje”. Człowiek pierwotny rysował na skałach jaskiń sylwetki zwierząt, by je magicznie „upolować”. Ludzie zaczęli znaczyć swoje ziemie, dobra, posiadłości, chorągwie swoim znakiem, pieczęcią, herbem, który miał zawsze jakiś odnośnik graficzny do właściciela, czy rodu. Początkowo to były proste rysunki narzędzi, zwierząt, drzew, roślin, słońca, gwiazd itp.

            Ex libris to po łacinie znaczy „z książek albo z księgozbioru” danego właściciela. Jest znakiem własności, który właściciel księgozbioru wkleja do książek lub pieczętuje nim swoje zbiory. Ten znak graficzny odzwierciedlać powinien duchowa sylwetkę właściciela np., jego cechy, hobby, fascynacje, drogę życiową, jego charakter. Może zawierać aluzje do rodziny, miejsca zamieszkania i jego marzeń. Może zawierać słowa – klucze, motto, złotą myśl, która jest dla niego (i dla nas) przesłaniem i drogowskazem.

            Spośród dzieł plastycznych wykonywanych na papierze ekslibris jest tą formą, która stawia najwyższe wymagania techniczne, jakie należy spełnić – i to na jak najmniejszej powierzchni – po to, by wyrazić maksimum treści, nadając im artystyczny wyraz i syntezę filozoficzno – moralną, lub pełną humoru i ciepła ilustrację charakteryzująca dana osobę.

            Poza tym małe formy grafiki – ekslibrisy i inne druki ulotne to często swoisty zapis naszych relacji do czasów nam współczesnych, do ludzi i zdarzeń, to rodzaj pamiętnika, dziennika, komentarza zapisanego na marginesie dnia codziennego. Pisarz zapisuje słowami pamiętnik, dziennik, plastyk maluje, rysuje piórkiem, „rzeźbi” rylcem, maluje pędzlem obrazy fascynacji, zauroczeń, miłości i nienawiści. Walczy też z potworami które rodzą się w ciemnych czeluściach historii  – „gdy rozum zasypia”.

Nasz stosunek do otaczającej nas rzeczywistości powinien się odzwierciedlać w „codziennych „zapisach” kart naszego życia, które jest nam nie tylko dane, ale i zadane. Księga naszego życia powinna być zapisana, zapełniona rysunkami, bądź też świadectwami naszych czynów. Jest taka łacińska sentencja – „Nulla dies sine linea” – żaden dzień bez kreski! Ile jest takich ksiąg z pustymi kartami? Artysta przetrawia rzeczywistość i swój komentarz do spraw świata zapisuje i koduje w swoich dziełach – czy to będzie symfonia, obraz, rzeźba, esej, wiersz, rysunek, grafika…

Prace graficzne Zbigniewa Lubicz – Miszewskiego powstałe w latach „Solidarności” zdaniem Janusza Halickiego – stały się swo­istym portretem czasu naszego wydobywania się z nie­woli oraz ludzi, którzy w ten czas byli zanurzeni. Było to graficzne sformułowane świadectwo naszej wiary, nadziei i miłości, które były i są w nas, mimo zmagań i cierpień – które też tu zostały odnotowane.

A Jerzy Zarawski pisał: wiele prac Zbyszka było odpowiedzią na konkretną chwilę i po zetknięciu się z nimi zdawaliśmy sobie sprawę, że były one jakby plastycznym uzupełnieniem naszych przemyśleń i wyobrażeń o sprawach bolesnych, wzniosłych, o patriotycznych nadziejach, gdy upiory czerwonej nocy były obudzone.

25 lat temu nastąpiła wyraźna polaryzacja samoświadomości narodowej, skończyła się inercja, sen zimowy. Instynkt samozachowawczy Narodu, eksplodował z przemożną siłą, wielki zryw społeczny spowodował to, że „Solidarność” wylała jak powódź, zmiotła jak lawina, całe odium totalitaryzmu. Okazuje się, że wrodzony instynkt, który nagle polaryzuje całą ławicę ryb i wyznacza właściwy kierunek gromadzie ptaków, może podporządkować zbiorowość ludzką jednemu koniecznemu ożywczemu impulsowi.

            Są przełomowe momenty w życiu Narodu, gdy utajona podziemna rzeka budzi się nagle z odrętwienia i marazmu, z nocy zniewolenia, zmienia koryto, w pewnym momencie zasilona strumykami, dorzeczami, wypływa nagle na powierzchnię by oczyścić, ożywić całe połacie zaniedbanej, jałowej ziemi, porywając za sobą wszystkich i mobilizując do odnowy, do odrodzenia Narodu. Zawsze w takich momentach kultura była nośnikiem i przekaźnikiem tych energii i wyzwalających siły zdolne przeobrazić „czarną” rzeczywistość. Jan Paweł II dzięki jasnej wizji koniecznych przemian, konsekwencji i determinacji był katalizatorem tych przemian, które zmieniły oblicze Europy.

            Jaką potęga jest kultura, zdawał sobie sprawę Jan Paweł II gdy mówił: „Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie skazywali na śmierć – a on pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi jak tylko własna kultura, która się okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg.”

            O twórczości Miszewskiego tak pisał Janusz Halicki w 1990 r. do katalogu wystawy „Dedykacje”: twórczość ta jest wyznaniem filozofii życiowej ujętym w rygory właściwe uprawianej dyscyplinie. Powierzchownie patrząc na nasze ostatnie dziesięć lat można by uznać, że dziejowe sytuacje ułatwiły temu artyście określenie swego powołania, dając mu okazję do korzystania ze swego talentu szybkiej riposty – zawsze z pozycji prawdy. Jego szybkość reakcji oraz czytelność stosowanych znaków, symboli i treści to walory, które były niezbędne dla naszego morale w owym czasie. Tych wartości wymagaliśmy wtedy od wszystkich twórców, któ­rzy stanęli po tej samej, co i on stronie.

            Mieczysław Ra­dojewski, kierownik działu grafiki we wrocławskim Ossolineum, wspominając czas swojego internowania mówi o radości, jakiej doznał, gdy otrzymał w celi ekslibris ze swoim nazwiskiem – piękny kwiat roztapiający blaskiem stalowe kraty. Było to dzieło właśnie Miszewskiego. Tę chwilę M. Radojewski zaliczył do najbardziej wzruszających i pięknych w swoim życiu. Nie wiem czy wielu artystów ma taką kartę w swoim życiorysie i czy nie jest ona cenniejsza niż najpiękniejsze nawet recenzje kryty­ków sztuki. Dzisiaj – owe grafiki – pozostając dziełem, stały się równocześnie dokumentem.

Bywa jednak tak, że zdolność szybkiego reagowania na sytuację staje się klęską twórcy. Dzieje się tak, gdy określone zjawiska – bodźce kończą swój żywot. Może powstać próżnia w inwencji zabójcza dla każdej twór­czości. Miszewskiego broni przed tym stanem jego filozo­fia życiowa oparta na filarach: filozofii życzliwości oraz metafizyce. Dzięki obu wartościom porusza się on swo­bodnie tak po obszarze grafiki czystej, jak okolicznościo­wej i ekslibrisu, dominującego ostatnio w jego twórczości. Ekslibris Miszewskiego to wspaniała galeria osobowości właścicieli znaków książkowych. Są tu portrety dosłowne (zawsze doskonale trafione) i symboliczne, zawierające cały rejestr zainteresowań, cech osobowych, związków rodzinnych i uczuciowych. Równie bogate przedstawiają się środki treściowo – formalne, którymi posługuje się au­tor. Mamy tu, bowiem i skrótowość znaku graficznego (nagrodzony na Międzynarodowym Konkursie Ekslibris Klasztoru Benedyktów w Lubiniu) i rozbudowanie nar­racji układającej się w rodzaj małej, zazwyczaj pełnej ruchu i humoru ilustracji.

Prace te – w sposób niezamierzony – stały się swo­istym portretem czasu naszego wydobywania się z nie­woli oraz ludzi, którzy w ten czas byli zanurzeni. Jest to graficzne sformułowane świadectwo naszej wiary, nadziei i miłości, które były i są w nas, mimo zmagań i cierpień – które też tu zostały odnotowane.

            Cała ta twórczość to dzieło ujęte w rygory graficzne o czystym, zdecydowanym cięciu, często posługujące się rytmem jako środkiem wyrazu duchowego i estetycznego (formalnego). Czuje się ono dobrze zarówno w biblio­filskiej tece jak i na ścianie u tych, którzy szukają czegoś więcej niż powierzchownego piękna. Zaś ów życz­liwy humor (będący cechą samego autora) zabarwiający większość jego prac nadaje dodatkowo osobistej tonacji tej interesującej, wyraźnie określonej twórczości.

            Dużo grafik Lubicz – Miszewskiego to prace o tematyce patriotycznej i religijnej. Czym dla niego były w okresie „Solidarności” prace graficzne? – „To poematy płomienne, traktaty moralne, wyznania wiary nadziei i miłości, raporty o stanie Rzeczypospolitej, katechizmy patriotyzmu, tablice przykazań, wektory solidarności, drogowskazy wolności, czułe sejsmografy, rachunki sumienia z historii najnowszej, pieczęcie duchowe, prywatne nagrody Nobla, modlitwy za Ojczyznę, lampki oliwne, żywe symbole, płaskorzeźby wolności…”, (z wiersza Z. Lubicz – Miszewskiego: „Płomienie, Kolce, Kwiaty”) – pisał  Andrzej Werulski.

Zbigniew Lubicz – Miszewski

 

O roli i znaczeniu sztuki i o swojej twórczości mówi Zbigniew Lubicz – Miszewski

 Łacińskie Słowo kultura „kultura” oznacza uprawę, kształcenie, zespół zbiorowych wytworów ludzkich w zakresie dóbr duchowych i materialnych, ale również udoskonalona uprawę roli, ulepszoną hodowlę zwierząt i roślin. Apel skierowany do ludzi w Księdze Rodzaju „abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną” koresponduje z rolą i znaczeniem kultury jako uprawy nie tylko roślin, które dają nam pożywienie, ale również kultywacji – uprawiania, pielęgnowania i uszlachetniania świata idei, wyobrażeń, myśli. Kultywator w rolnictwie to narzędzie do spulchniania gruntu i wyrywania chwastów. Ale takie zadanie powinna spełniać również kultura, by naszym w „Muzeum Wyobraźni” nie było chwastów, tandety i kiczu, by płodozmian umysłu umożliwiał ciągły rozwój, doskonalenie, narodziny nowych myśli i twórczych idei, które być mogą „budować” przyszłość.

            Dziś potocznie sztuka uznana zostaje jako obszar, w którym rządzą funkcje użytkowe, sama zaś sztuka jest traktowana jako coś, co funkcji jest pozbawione, lub nawet stanowi zaprzeczenie funkcji. Sztukę traktuje się wymiennie ze słowem dekoracja. Skąd to się wzięło? Otóż w połowie ubiegłego stulecia w czasie tzw. rewolucji przemysłowej, świat został zalany kiczowatymi przedmiotami, które były ubocznym produktem XIX – wiecznego eklektyzmu historycznego. Eklektyzm – to tworzenie pewnej całości z różnych fragmentów systemów rozmaitych twórców. Były to hybrydy – pomieszanie stylów, lub elementów najbardziej sobie obcych całości, łączonych na siłę w jedną całość.

            W konkluzji – sztuka masowa – jest sztuką pustą, ponieważ sztuka masowa – kontr – kultura tworzy się w opozycji do kultury. Tylko kultura elitarna przeciwstawia się pragmatyzmowi – nie schlebia rzeczywistości „środków masowego przekazu”, użytkowości, konsumpcji, nie odwołuje się do najniższych instynktów, nie degraduje znaczenia i sensu.

            W pop – kulturze nie ma miejsca na tajemnicę, a celem sztuki jest taki rodzaj poznania, który dotyka granic niepoznawalnego i stawia nas wobec tajemnicy tego, co jest niepoznawalne. Zasadniczą funkcją sztuki jest obszar poznania prawdy w sensie metafizycznym, a nie jako „piękna” rozumianego jako źródło zadowolenia estetycznego. Traktowanie sztuki, w której nie ma „sacrum” – jako rozrywki, przyjemności, w konsekwencji degraduje sens i funkcje sztuki – tworzy puste formy i uwidacznia poczucie kryzysu w definicji jej estetycznej oceny.

            Wracając do korzeni sztuki – na początku był to za-rys wykonany przez człowieka, który zanim stworzył pismo i cały system znaków – w tym pierwszym znaku chciał „zakląć” rzeczywistość, „zapisać” pierwsze wrażenia, odczucia „definicje”. Każdy taki znak odnosił się zawsze do konkretnej rzeczywistości, i tworzył magiczną więź, między wyrytym znakiem a konkretnym zdarzeniem, np. piorunem.

            A więc u źródła znaku, figuracji, jest zawsze hierofania – coś, co objawia sacrum, i na pewno nic nie ma wspólnego z „czystą grą form”. Realizm znaku, jest również dotykaniem tego, co jest niewidzialne, w sensie odnoszącym się również do dziedziny religijnej, do mistyki. Dlatego każde dzieło sztuki zawiera w sobie jakby „ikonę bytu”.

            Dzieło sztuki nabiera sensu wtedy, gdy stanowi w sztuce dziedzinę, która odwołuje się  bezpośrednio do znaków hierofanii. Rozwój sztuki zakorzeniony jest w religijnym obrazie świata i eschatologicznym spojrzeniu rzeczywistość. W dziele sztuki zmysł piękna jest sprzęgnięty z zmysłem tajemnicy. Dzieło sztuki powinno być soczewką skupiającą w sobie niezmierzone moce boże i siły kosmiczne, i przekaźnikiem sił, które nas stymulują, przekształcają, odbudowują i przywracają utraconą może więź Bogiem, kosmosem i ze wszystkimi stworzeniami.

            W grafice „Pióro” Zbigniewa Lubicz – Miszewskiego (linoryt) – ilustracji do wiersza Kamila Cypriana Norwida, zaakcentowane jest jego przekonanie o powinności artysty: niezależności i posłannictwie w poszukiwaniu nowych horyzontów:

„O, pióro! Tyś mi żaglem anielskiego skrzydłaI czarodziejską zdrojów Mojżeszowych laską,- Tylko się w tęczowane barwiąc malowidła,Nie bądź papugą uczuć ani marzeń kraską -Sokolim prawem wichry pozagarniaj w siebie,Nie płowiej skwarem słońca i nie ciemniej słotą;Dzikie i samodzielne, sterujące w niebie,

Do żadnej czapki klamrą nie przykuj się złotą…”

            Pióro, Słowo, Myśl – jest błyskawicą kruszącą blok skały (jest tu zarys granic Polski – rok powstania linorytu – 1983) ale również jest to rzeka światła które ma ożywić i pobudzić do życia twórcze siły Narodu.

Jak Norwid widzi posłannictwo artysty? Czym dla Norwida jest sztuka?

„Kształtem miłości piękno jest i tyle,

Ile ją człowiek oglądał na świecie,

W ogromnym Bogu albo w sobie – pyle,

Na tego Boga wystrojonym dziecię;

Tyle o pięknem człowiek wie i głosi ­

Choć każdy w sobie cień  p i ę k n e g o  nosi

I każdy – każdy z nas – tym piękna pyłem…

I tak jak widzę przyszłą w Polsce sztukę:

Jako chorągiew na prac ludzkich wieży;

Nie jak zabawkę ani jak naukę,

Lecz jak najwyższe z rzemiosł apostoła

I jak najniższą modlitwę Anioła.

Dlatego prawdziwe dzieło sztuki nie może być zabawką, efemerydą, a większość mediów niestety karmi nas ogłupiającą rzeką informacji i obrazów, których szum zagłusza estetyczną wrażliwość i potrzebę obcowania ze sztuką elitarną.

Przykładem tego, że plastyk nie musi trzymać się tylko pędzla, ołówka i rylca, ale może przekroczyć tradycyjne granice i „malować” np. na ziemi i niebie, był bardzo spektakularny świetlny pokaz w Trzebnicy, 16 października 2003 r., w uroczystość św. Jadwigi Śląskiej – patronki dnia wyboru Jana Pawła II, w celu uczczenia 25 lat Jego pontyfikatu. W godz. od 1900 do 2400 odbył się pokaz multimedialny na Winnej (Kociej) Górze. Po procesji 26 Strzelców z Wiszni Małej, którzy pełnili wartę z zapalonymi pochodniami przed Krzyżem Katyńskim i wokół pomnika Papieża Jana Pawła II, przeszło szpalerem na Kocią Górę, w towarzystwie trzech wielkich białych sztandarów – „Ptaków – Latarniowców” i tam, na Kociej Górze, światłem „rysowali” figury: koło, krzyż, serce i znak zwycięstwa – V.

Głównym akcentem, widocznym w promieniu kilkunastu kilometrów, było wyświetlenie na niebie sześcioma reflektorami – pojedynczymi strumieniem białego światła – cyfry XXV. Światło sięgające czasami do wysokości 600 m, na chmurach tworzyło kręgi światła.

Pokazowi towarzyszyła muzyka sakralna oraz modlitwy, pieśni religijne, fragmenty homilii i teksty poetyckie papieża deklamowane przez Jana Bleckiego, emitowane z wieży bazyliki. Wyboru podkładu muzycznego dokonał Zbigniew Lubicz – Miszewski, realizacji dźwiękowej podjął się Leopold Wróblewski, który przygotował specjalne nagranie na dwóch płytach CD. Dobrze się stało, że władze miasta poparły inicjatywę Towarzystwa Miłośników Ziemi Trzebnickiej aby w ten sposób uczcić tą ważną dla Polaków rocznicę, podkreślając związki łączące Jana Pawła II z św. Jadwigą i Trzebnicą. Inicjatorem i pomysłodawcą pokazu był Zbigniew Lubicz – Miszewski. Koszt pokazu – 6000 zł., został pokryty przez Urząd Miasta i Gminy Trzebnica, z funduszy przeznaczonych na promocję miasta. Pokaz świetlny precyzyjnie zrealizowała firma z Warszawy – The Laser Light & Sound.

 Zbigniew Lubicz – Miszewski

O potrzebie kreacji i rocznicy „Solidarności” mówi Zbigniew Lubicz – Miszewski (2)

            Dzisiaj plastyk nie może zamykać się w wieży z kości słoniowej i tworzyć tylko „sztukę dla sztuki” – plastyk musi na zamówienie, zaprojektować i wykonać nowy ornament, kompozycję, znak, musi odpowiedzieć na konkretne zamówienie. Plastyk kształtuje i kreuje codzienną rzeczywistość. Projektuje kształt budynku, jego wnętrze, detale architektoniczne, kolorystykę wnętrza, dekorację ścian i wkracza nawet w zieloną tkankę miast projektując zieleń miejską i rozwiązania przestrzenne ogrodów. Projektuje ubiór, który zmienia modę, nowy kształt karoserii samochodu, sylwetkę pociągu, samolotu. Musi nie tylko zaproponować nowe rozwiązanie graficzne wykonując etykietę, tworząc opakowanie, np. atrakcyjną buteleczkę perfum, biżuterię, ale także umieć „sprzedać”, zapromować dany wyrób, książkę, film, sztukę teatralną, imprezę masową, wykonując przyciągającą wzrok okładkę, barwny plakat, interesującą scenografię.

Rzeźbiarz tworzy nie tylko monumentalne pomniki, rzeźby, płaskorzeźby, ale i małe formy rzeźbiarskie, medale, plakiety, projektuje monety, proponuje nowe śmiałe rozwiązania przestrzenne brył architektonicznych – piramidy, łuki, formy biologiczne a nawet architekturę zarówno wzorowaną na budowie molekularnej, na strukturach krystolograficznych jak i kosmicznych – takich jak gwiazdy, spiralne galaktyki, projektuje też już stacje i miasta kosmiczne…

Grafik musi nie tylko umieć ładnie pisać np. dyplomy, listy gratulacyjne, ale też musi umieć ten dyplom zaprojektować, wykonać znak firmowy, pieczęć, projekt znaczka pocztowego, okładkę książki, płyty, projekt plakatu. Grafik wykonuje ilustracje do książek i ekslibrisy, które są swoistą „artystyczną” pieczęcią właściciela księgozbioru. Przy wykorzystaniu różnych technik graficznych od linorytu do najbardziej nowoczesnych technik laserowych grafik oferuje cały wachlarz usług od portretu, grafiki artystycznej do grafiki użytkowej (wzorzyste zasłony, oryginalne tapety, kolorowa pościel, wzory na tkaninach odzieżowych). Wykonuje reklamy w czasopismach, na planszach i witrynach sklepowych. Do reklam wprzęga się już samoloty, które ciągną za sobą wielometrowe napisy reklamowe na płótnie. Holografia i technika laserowa zaskakuje nas swoimi możliwościami – trzeci wymiar wkracza w nasze życie, do sztuki i reklamy.

Jeśli plastyk potrafi przekazać w malarstwie, grafice i rzeźbie coś nowego, swoją wizję świata, wartości humanistyczne i nie przekracza granicy między sacrum i profanum, a talent i zdolności idą w parze z dojrzałym warsztatem, finezją a czasem ironią i dowcipem – wtedy można dopiero użyć przymiotnika „artysta – plastyk”.

Nasz stosunek do otaczającej nas rzeczywistości powinien się odzwierciedlać w „codziennych „zapisach” kart naszego życia, które jest nam nie tylko dane, ale i zadane. Księga naszego życia powinna być zapisana, zapełniona rysunkami, bądź też świadectwami naszych czynów. Jest taka łacińska sentencja – „Nulla dies sine linea” – żaden dzień bez kreski! Ile jest takich ksiąg z pustymi kartami? Artysta przetrawia rzeczywistość i swój komentarz do spraw świata koduje w swoich dziełach – czy to będzie symfonia, obraz, rzeźba, esej, wiersz, rysunek, grafika…

Potrzeba kreacji, marzenia, fantazji, jest naturalną potrzebą twórcy. Okazuje się, że wiele przełomowych wynalazków i odkryć, które zrewolucjonizowały naszą rzeczywistość, powstało jako nagłe olśnienie, najczęściej otrzymane, jako gotowe rozwiązanie we śnie. Ale zawsze proces ten był poprzedzony tysiącami prób, latami eksperymentów i badań. Przypomnijmy sobie pomysły Juliusza Vernego, np. człowieka lądującego na księżycu – za jego czasów uznawany był on za, chorego fantastę i zwariowanego marzyciela! Proces twórczy u artysty ma podobny przebieg: umysł gromadzi potrzebne symbole, atrybuty obrazy i znaki, by po przetrawieniu i „przespaniu” zadanego tematu urodziło się rozwiązanie – powstaje nowy przebój muzyczny, obraz czy grafika, która chwyta za serce, przekazać swój zachwyt nad pięknem świata, potrafi wzruszyć, przemienić nas, natchnąć optymizmem i chęcią przemiany.

Moje prace graficzne Zbigniewa powstałe w latach „Solidarności” zdaniem Janusza Halickiego – stały się swo­istym portretem czasu naszego wydobywania się z nie­woli oraz ludzi, którzy w ten czas byli zanurzeni. Było to graficzne sformułowane świadectwo naszej wiary, nadziei i miłości, które były i są w nas, mimo zmagań i cierpień – które też tu zostały odnotowane.

A Jerzy Zarawski pisał: wiele prac Zbyszka było odpowiedzią na konkretną chwilę i po zetknięciu się z nimi zdawaliśmy sobie sprawę, że były one jakby plastycznym uzupełnieniem naszych przemyśleń i wyobrażeń o sprawach bolesnych, wzniosłych, o patriotycznych nadziejach, gdy upiory czerwonej nocy były obudzone.

25 lat temu nastąpiła wyraźna polaryzacja samoświadomości narodowej, skończyła się inercja, sen zimowy. Instynkt samozachowawczy Narodu, eksplodował z przemożną siłą, wielki zryw społeczny spowodował to, że „Solidarność” wylała jak powódź, zmiotła jak lawina, całe odium totalitaryzmu. Okazuje się, że wrodzony instynkt, który nagle polaryzuje całą ławicę ryb i wyznacza właściwy kierunek gromadzie ptaków, może podporządkować zbiorowość ludzką jednemu koniecznemu impulsowi.

            Są przełomowe momenty w życiu Narodu, gdy utajona podziemna rzeka budzi się nagle z odrętwienia i marazmu, z nocy zniewolenia, zmienia koryto, w pewnym momencie zasilona strumykami, dorzeczami, wypływa nagle na powierzchnię by oczyścić, ożywić całe połacie zaniedbanej, jałowej ziemi, porywając za sobą wszystkich i mobilizując do odnowy, do odrodzenia Narodu. Zawsze w takich momentach kultura była nośnikiem i przekaźnikiem tych energii i wyzwalających siły zdolne przeobrazić „czarną” rzeczywistość. Jan Paweł II dzięki jasnej wizji koniecznych przemian, konsekwencji i determinacji był katalizatorem tych przemian, które zmieniły oblicze Europy.

            Jaką potęga jest kultura, zdawał sobie sprawę Jan Paweł II gdy mówił: „Jestem synem narodu, który przetrwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielokrotnie skazywali na śmierć – a on pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród – nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi jak tylko własna kultura, która się okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg.”

O ekslibrisie i znaku graficznym mówi Zbigniew Lubicz – Miszewski (3)

            Od zarania cywilizacji człowiek w znaku chciał zawrzeć to, co najważniejsze: magię, zaklęcia, uczucia, treści, liczby, słowa. Fascynacja rzeczywistością, konieczność nazwania i opisania rzeczywistości „kodowały” w znakach i rysunkach otaczającą nas rzeczywistość. To co nie nazwane, nie opisane – nie istnieje. Człowiek pierwotny rysował na skałach jaskiń sylwetki zwierząt, by je magicznie „upolować”. Ludzie zaczęli znaczyć swoje ziemie, dobra, posiadłości, chorągwie swoim znakiem, pieczęcią, herbem, który miał zawsze jakiś odnośnik graficzny do właściciela, czy rodu. Początkowo to były proste rysunki narzędzi, zwierząt, drzew, roślin, słońca, gwiazd itp.

            Ex libris to po łacinie znaczy „z książek albo z księgozbioru” danego właściciela. Jest znakiem własności, który właściciel księgozbioru wkleja do książek lub pieczętuje nim swoje zbiory. Ten znak graficzny odzwierciedlać powinien duchowa sylwetkę właściciela np., jego cechy, hobby, fascynacje, drogę życiową, jego charakter. Może zawierać aluzje do rodziny, miejsca zamieszkania i jego marzeń. Może zawierać słowa – klucze, motto, złotą myśl, która jest dla niego (i dla nas) przesłaniem i drogowskazem.

  P-F – ka (Pour Feliciter – na szczęście) to graficzny zapis serdecznych uczuć, życzeń przesyłanych z różnych okazji (imieniny, urodziny, święta). Obecnie, gdy ludzie coraz mniej czytają książek, a księgozbiory tracą znaczenie na rzecz zapisów na nośnikach elektronicznych zarówno ekslibris jak i p-f –ka staje się serdeczną „rozmową” artysty z osobami bliskimi. W odróżnieniu od sms –u staje się poprzez pogłębioną refleksję artystyczną – kartą pocztową, świątecznym plakatem, kolorowym witrażem, wigilijnym opłatkiem, graficzną skargą na rzeczywistość, żartem społeczno – politycznym, wołaniem SOS dla planety, wyznaniem wiary w Miłosierdzie Boże, w ludzkość i posłannictwo człowieka. Jest to małe zwierciadło, w którym przejrzeć się może czas i człowiek – tak pisał znakomity grafik wrocławski – Janusz Halicki.

            Spośród dzieł plastycznych wykonywanych na papierze ekslibris jest tą formą, która stawia najwyższe wymagania techniczne, jakie należy spełnić – i to na jak najmniejszej powierzchni – po to, by wyrazić maksimum treści, nadając im artystyczny wyraz i syntezę filozoficzno – moralną, lub pełną humoru i ciepła ilustrację charakteryzująca dana osobę.

            Poza tym małe formy grafiki – ekslibrisy, p-f –ki i inne druki ulotne to często swoisty zapis naszych relacji do czasów nam współczesnych, do ludzi i zdarzeń, to rodzaj pamiętnika, dziennika, komentarza zapisanego na marginesie dnia codziennego. Pisarz zapisuje słowami pamiętnik, dziennik, plastyk maluje, rysuje i maluje piórkiem, rylcem, pędzlem obrazy fascynacji, zauroczeń, miłości i nienawiści. Walczy też z potworami które rodzą się w ciemnych czeluściach historii  – „gdy rozum zasypia”.

            O twórczości Miszewskiego tak pisał Janusz Halicki w 1990 r. do katalogu wystawy „Dedykacje”: twórczość ta jest wyznaniem filozofii życiowej ujętym w rygory właściwe uprawianej dyscyplinie. Twórczość jest rozmową człowieka z człowiekiem, choć sam akt twórczy jest przecież rozmową artysty z jego własnym wnętrzem. Twórczość musi być zgodna z powołaniem i talentem artysty, (jeśli ma być uczciwa). I to jest jej wielkość sama w sobie, bo weryfikacji wielkości powołania i ta­lentu dokonać mogą chyba jedynie czas i sytuacja, gdyż człowiek nie wynalazł jeszcze (na szczęście) odpowied­nich jednostek jej miary i wagi.

            Ta garść refleksji nasunęła mi się w zetknięciu z grafiką Zbigniewa Lubicz –Miszewskiego, bo znalazłem w niej te właśnie wartości, co stwierdzam z tym większą satysfak­cją, że bardzo lubię obcować z jego sztuką. Powierzchownie patrząc na nasze ostatnie dziesięć lat można by uznać, że dziejowe sytuacje ułatwiły temu artyście określenie swego powołania, dając mu okazję do korzystania ze swego talentu szybkiej riposty – zawsze z pozycji prawdy. Jego szybkość reakcji oraz czytelność stosowanych znaków, symboli i treści to walory, które były niezbędne dla naszego morale w owym czasie. Tych wartości wymagaliśmy wtedy od wszystkich twórców, któ­rzy stanęli po tej samej, co i on stronie. Mieczysław Ra­dojewski wspominając czas swojego internowania mówi o radości, jakiej doznał, gdy otrzymał w celi ekslibris ze swoim nazwiskiem – piękny kwiat roztapiający blaskiem stalowe kraty. Było to dzieło właśnie Miszewskiego. Tę chwilę M. Radojewski zaliczył do najbardziej wzruszają­cych i pięknych w swoim życiu. Nie wiem czy wielu artystów ma taką kartę w swoim życiorysie i czy nie jest ona cenniejsza niż najpiękniejsze nawet recenzje kryty­ków sztuki. Dzisiaj – owe grafiki – pozostając dziełem, stały się równocześnie dokumentem. Bywa jednak tak, że zdolność szybkiego reagowania na sytuację staje się klęską twórcy. Dzieje się tak, gdy określone zjawiska – bodźce kończą swój żywot. Może powstać próżnia w inwencji zabójcza dla każdej twór­czości. Miszewskiego broni przed tym stanem jego filozo­fia życiowa oparta na filarach: filozofii życzliwości oraz metafizyce. Dzięki obu wartościom porusza się on swo­bodnie tak po obszarze grafiki czystej, jak okolicznościo­wej i ekslibrisu, dominującego ostatnio w jego twórczości. Ekslibris Miszewskiego to wspaniała galeria osobowości właścicieli znaków książkowych. Są tu portrety dosłowne (zawsze doskonale trafione) i symboliczne, zawierające cały rejestr zainteresowań, cech osobowych, związków rodzinnych i uczuciowych. Równie bogate przedstawiają się środki treściowo – formalne, którymi posługuje się au­tor. Mamy tu, bowiem i skrótowość znaku graficznego (nagrodzony na Międzynarodowym Konkursie Ekslibris Klasztoru Benedyktów w Lubiniu) i rozbudowanie nar­racji układającej się w rodzaj małej, zazwyczaj pełnej ruchu i humoru ilustracji. Prace te – w sposób niezamierzony – stały się swo­istym portretem czasu naszego wydobywania się z nie­woli oraz ludzi, którzy w ten czas byli zanurzeni. Jest to graficzne sformułowane świadectwo naszej wiary, nadziei i miłości, które były i są w nas, mimo zmagań i cierpień – które też tu zostały odnotowane. Cała ta twórczość to dzieło ujęte w rygory graficzne o czystym, zdecydowanym cięciu, często posługujące się rytmem jako środkiem wyrazu duchowego i estetycznego (formalnego). Czuje się ono dobrze zarówno w biblio­filskiej tece jak i na ścianie u tych, którzy szukają czegoś więcej niż powierzchownego piękna. Zaś ów życz­liwy humor (będący cechą samego autora) zabarwiający większość jego prac nadaje dodatkowo osobistej tonacji tej interesującej, wyraźnie określonej twórczości.

  

Wykaz ekslibrisów zobacz tutaj

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.